Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło. (Łk 19,10)
Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła. (1 J 3,8)

Jezus nie opiekował się biednymi, nie organizował zbiórek żywności, żeby nakarmić głodnych, nie organizował ludzi, żeby sprzeciwiać się biedzie i odrzuceniu w świecie. Nie czynił tego, bo dobrze wiedział, że takie działania (choć same w sobie dobre i miłosierne) nie zmieniają serca ludzi.

Jezus dotyka swoim Słowem i czynem istoty biedy i odrzucenia – sprzeciwia się diabłu. Z mocą, ze stuprocentową skutecznością, wypędza z ludzi demony, a uzdrawiając ciało, dusze i ducha, naprawia w ludziach szkody, jakie poczynił w nich diabeł. Jezus nie opiekował się chorymi i biednymi, On ich uwalniał z niewoli diabła i zaszczepiał w nich Królestwo Boże.

Naśladujmy Jezusa!

Wszelkie czyny miłosierdzia względem biednych i odrzuconych, które nie dotykają istoty ich problemu (tzn. nie usuwają przyczyny ich stanu, nie usuwają wpływów demonicznych z ich życia), nie mają sensu. Są bardziej uspokajaniem naszego wrażliwego sumienia, zaspokajaniem naszej wewnętrznej potrzeby bycia pobożnym, niż naśladowaniem Jezusa. Pretendują więc do miana „martwych uczynków”, bo nie dają, nie przywracają życia innym.

Jezus nie przyszedł po to, żeby zakładać domy dziecka, organizować pomoc dla biednych itp., ale „Syn człowieczy przyszedł odszukać i zbawić to co zaginęło„.

Martwe uczynki,