ciężka praca

Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą.
Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże, strażnik czuwa daremnie.
Daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna – dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko;
tyle daje On i we śnie tym, których miłuje.

Ps 127,1-2

Dziś trochę o martwych uczynkach, o których wspomina Hbr 6,1:

Zostawmy jednak podstawy nauki o Chrystusie i przejdźmy do spraw dojrzałości. Nie kładźmy ponownie fundamentu, którym jest: odwrócenie się od martwych uczynków …

Tych podstawowych, fundamentalnych nauk, składających się na „niezbędnik chrześcijanina” jest oczywiście więcej (zapraszam do lektury Listu do Hebrajczyków). Ale Psalm 127 zainspirował mnie dziś do przemyślenia sprawy martwych uczynków.

Myślę, że są (co najmniej) trzy poziomy martwych uczynków:

Pierwszy poziom dotyczy generalnie działań, uczynków, jakie podejmują ludzie, którzy nie oddali swojego życia Chrystusowi. Są to uczynki skierowane na siebie, na zaspakajanie własnych potrzeb, pragnień, dla własnego wzbogacenia, sławy, popularności, dla własnej korzyści. O nich wspomina św. Paweł w Liście do Filipian (3,19) „Ich losem jest zagłada, ich bogiem – brzuch, a ich chwałą – pohańbienie. Myślą oni w sposób przyziemny.” Są to zatem uczynki ludzi cielesnych, światowych (w odróżnieniu od ludzi duchowych). Niekoniecznie są to ludzie niewierzący. Znam wielu wierzących ludzi, których myślenie i postępowanie jest skoncentrowane głównie na sobie, na przeżywaniu siebie, swoich spraw. Każda rozmowa z nimi szybko przechodzi w klimaty: „A JA robię to, czy tamto…, a u MNIE to jest tak…, a MNIE interesuje to, czy tamto. Paweł mówi o takich ludziach: „Wielu bowiem postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusa. O nich często wam mówiłem, a teraz mówię ze łzami.” (Flp 3,18)

W oczywisty sposób widać, że te uczynki są martwe, to znaczy przynoszą doczesną korzyść ludziom, lecz nie mają żadnej wartości w oczach Bożych. Do takich ludzi Jezus (a przed Nim Jan Chrzciciel, i po Nim Jego uczniowie) przychodzi z Dobrą Nowiną głosząc:

Upamiętajcie się, przybliżyło się bowiem Królestwo Niebios. (Mt 3,1-2; Mt 4,17; Mt 10,7; Łk 10,9-11)

Drugi poziom dotyczy ludzi wierzących, którzy poznali ogólną wolę Bożą (np. podczas niedzielnych, kościelnych katechez, czy w procesie wychowania w rodzinie osób wierzących). Ich działania, uczynki, wiążą się zazwyczaj z przestrzeganiem przykazań (nakazów i zakazów) moralnych, typu: „to trzeba, a tego nie wolno robić, bo tak naucza Kościół”. Tacy ludzie podejmują uczynki moralne wynikające z tego zrozumienia: poszczą w piątki, pilnują niedzielnych i świątecznych nabożeństw, płacą dziesięcinę, unikają pracy w niedzielę itp., czyli wypełniają nakazy i zakazy religijne (prawo). Oczywiście nie ma nic złego w dobrych moralnie działaniach, i w unikaniu złych działań, ale większość z tych „dobrych” uczynków wynika niestety ze złych, nieakceptowanych przez Boga, motywacji:

1. Strach:

  • idę w niedzielę do kościoła, bo jak nie pójdę, to obrażę Boga i będę musiał iść do spowiedzi,
  • jak nie będę pościł w piątek, to Bóg się zemści i mnie ukarze,
  • nie mogę sprzątać w niedzielę, bo co ludzie powiedzą? … itp.

2. Chęć zasłużenia sobie (zarobienia) na Bożą przychylność:

  • jak będę chodził regularnie w niedzielę do kościoła, to Bóg będzie mi bardziej przychylny,
  • jak będę pościł w piątek, to spodobam się Bogu, bo szanuję dzień męki Pańskiej,
  • jak będę przestrzegał przykazań, to zasłużę sobie na zbawienie… itp.

Jest to zatem postępowanie ludzi, którzy co prawda znają prawo Boże, ale starają się je wypełniać nie tyle powodowani miłością do Boga i bliźniego, lecz z obowiązku, legalizmu, ze strachu, z przyzwyczajenia (np.: „taką mamy tradycję”), lub dlatego, że po prostu chcą coś od Boga uzyskać. To częsta postawa „świętoszków”, „faryzeuszy”, którzy chętnie pouczają innych, bo sami uważają, że „wiedzą” jak postępować. Jezus traktuje takie działania jako „martwe uczynki”, to im wygłasza swoje słynne siedem „biada”, i o takich ludziach Jezus mówi:

Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. (Mt 15, 8)

Trzeci poziom, to działania ludzi wierzących, którzy przeżyli chrzest (zanurzenie, namaszczenie) Duchem Świętym. Otrzymali charyzmaty Ducha Świętego, a następnie starają się po swojemu i na swoich warunkach korzystać z nich i pełnić czyny „pełne mocy”, o których czytamy np. w Dziejach Apostolskich.

I tu pełne zdziwienie! Okazuje się – tak pokazuje wieloletnie już doświadczenie Odnowy Charyzmatycznej i światowego ruchu pentakostalnego – że do pewnego stopnia tacy ludzie mają owoce, a ich działania są związane z objawami działania Ducha, jak w pierwszych wiekach Kościoła. Jest entuzjazm, są setki i tysiące nawróconych, są znaki i cuda. Ale po jakimś czasie coś się rozsypuje, wspólnoty się dzielą, ludzie odchodzą, entuzjazm gaśnie… Te właśnie działania Jezus opisał w swojej przypowieści:

Nie każdy, kto mówi do Mnie: «Panie! Panie!», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz tylko ten, kto pełni wolę mojego Ojca, który jest w niebie. W owym dniu wielu powie Mi: «Panie! Panie! Czyż nie prorokowaliśmy w imię Twoje? W Twoje imię wyrzucaliśmy demony i w Twoje imię dokonaliśmy wielu niezwykłych czynów». A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem! Odejdźcie ode Mnie wy, którzy postępujecie niegodziwie. (Mt 7, 21-23)

Uczynek jest martwy w każdym przypadku, gdy intencja serca nie jest zgodna z intencją Boga. Uczynek jest martwy, gdy kierujemy się inną pobudką niż miłość Boga i bliźniego. Możemy czynić dobre, pobożne dzieła pełne mocy, ale niekoniecznie z dobrych pobudek i niekoniecznie wtedy kiedy chce Bóg, i niekoniecznie tam gdzie chce Bóg. O tym mówi Jezus, gdy daje nam Nowe Przykazanie. Bóg pragnie, żeby był realizowany Jego „tajemny plan” (patrz: Ef 3,9), Jego dzieło, a nie, żebyśmy wykonywali pobożne czynności.

To się w oczywisty sposób wiąże z koniecznością poznania Pana. Trzeba z Nim przebywać, żeby poznać co jest w Jego sercu, jakie są Jego zamiary na dziś. Trzeba z Nim przebywać, żeby słuchać Jego słów (=modlitwa i studiowanie Pisma Świętego), nauczyć się rozpoznawać Jego głos w ciągłym szumie tego świata.

Jezus nie przyszedł na świat z listą rzeczy świętych, pobożnych uczynków do zrobienia. On każdego dnia, każdej nocy spotykał się na modlitwie z Ojcem, żeby codziennie usłyszeć od Ojca co i kiedy ma czynić, co i kiedy ma mówić. I nawet nie robił tego dla siebie, bo przecież będąc człowiekiem był również Bogiem, i miał z Ojcem ponad naturalny kontakt w Duchu (tak mi się przynajmniej wydaje). Ale robiąc to, modląc się w dzień i w nocy, dał nam przykład, jak mamy żyć, byśmy, widząc Jego styl życia, mieli wzór do naśladowania. Jezus nie miał zasad postępowania zapisanych w katechizmie, nie miał miał stałych i niezmiennych reguł postępowania, przypisanych do każdej sytuacji. Jezus nad Jordanem został napełniony Duchem Świętym i w tym Duchu każdego dnia czerpał z serca Ojca. O Nim przecież mówi:

Bóg jest duchem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie. (J 4,24)

a Paweł dodaje:

Kto zaś łączy się z Panem, jest z nim jednym duchem. (1 Kor 6,17)

Jezus ci mówi:

Każdy, kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go. Przyjdziemy do niego i będziemy u niego mieszkać. Ten, kto Mnie nie miłuje, nie przestrzega mojej nauki. Nauka, jednak, której słuchacie, nie jest moja, lecz Ojca, który Mnie posłał.

Widzisz? Chodzi i miłość. I tylko o miłość, dlatego Bóg przez psalmistę mówi:

Daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna – dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko; tyle daje On i we śnie tym, których miłuje. (Ps 127,2)

Niestety nie powiem Ci, nie dam ci recepty, co Ty masz czynić, jak Ty masz żyć, aby Twoje uczynki nie był martwe. Tę receptę musisz sam odbierać od Jezusa poprzez Ducha Świętego podczas Twojej codziennej modlitwy, tak jak ja moją receptę odbieram podczas mojej codziennej modlitwy ze Słowem Bożym.

Martwe uczynki